
Za co lubię Woodstock… za wiele, ale przede wszystkim za wolność. Tylko tam czuję się jak w państwie w którym chciałbym żyć, wolny od polityki, polskości, paradoksalnej religii i chorych ambicji. Tylko tam ludzie są sobie równi i tylko tam nikt nie pyta się o moje skrajne (dla typowych wolaków) poglądy. Tam jestem wolny… i jakoś ciężko ludziom zrozumieć czym jest wolność lub poczucie braku kontroli. Swoboda od absurdalnych przepisów w których, prawo rozpatrujemy za pomocą mediacji a to i tak, w najbardziej “drażniących” sytuacjach. To jest wolność!
To właśnie tutaj nie ma rasizmu, większość ma pełną świadomość czym jest wegetarianizm, homofobia jest negowana a widok całujących się lesbijek wskazany za to, że cieszy oko :-)
Przystanek Jezus raczej nie przeszkadza, choć cuchnie indoktrynacją. Na szczęście – nie narzucają się na niewiernych ponieważ Ci, sami do nich przychodzą. Pozostaje jeszcze Kriszna z którą próbowałem porozmawiać… i to był błąd. Posługiwali się techniką “na trudne pytania odpowiadamy pytaniem”. Inna forma lecz źródło wiary prawie identyczne. Innymi słowy… krisznowcy to połączenie hinduizmu z religiami teistycznymi i ma więcej wspólnego z Jezusem niż myślałem. Ale… oni przynajmniej dają vege-jedzenie które na początku smakuje całkiem nieźle (pod koniec, w niedzielę, jak psia karma). Kto chcę zagłębnić się w tym temacie niech odwiedzi stronę Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kriszny w Warszawie (w FAQ jest wszystko).

Jerzy Owsiak. Bardzo ważna sugestia – on nie jest moim idolem! Jurek jest zwykłym człowiekiem, który kiedyś dawno temu wpadł na świetny pomysł. Obecnie fundacja Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy jak i Przystanek Woodstock rządzą się same, własnymi prawami. Nie jest on idolem ani autorytetem, ponieważ żeby nim być trzeba coś stwierdzić, czymś kierować, i nie chodzi mi o organizację a ideę której Woodstockowi brakuje. Gdy Owsiaka zabraknie WOŚP oraz PW będą nadal lecz pod inną władzą. Oczywiście istnieje hasło “Miłość, Przyjaźń, Muzyka” ale jest ona martwe. Tylu ludzi wykorzystałbym do znacznie bardziej rewolucyjnych przesłań. To nie jest Jarocin a my nie żyjemy w latach osiemdziesiątych – podsumował znajomy i miał rację.
A czego się nauczyłem na Woodstocku? Pokory… wzmocniłem też odporność i chyba cierpliwość. Nauczyłem się też, że w publicznych toaletach i prysznicach można zarazić się się grzybicą, zawsze należy pamiętać o wygodnych butach a picie starej, odgrzewanej zupy powoduje grypę żołądkową. Złamałem też dwa pierwsze przykazania satanizmu co przyniosło za sobą nieprzyjemne skutki.
# Nie wyrażaj swoich opinii lub rad, jeżeli nie jesteś o to proszony.
# Nie zwierzaj się ze swoich problemów innym, chyba ze jesteś pewien, że chcą o nich słuchać.
Na następnym Woodstocku pojawię się na pewno! Nie jest on religią ale jest elementem tego, co religię potrafi zastąpić.