S-Veritas Blog

- prawdziwe oblicze świata poprzez racjonalistyczny światopogląd -

Month: Sierpień, 2010

Krzywonos RULEZ! – cz. 2

I tak… ledwo co się wypowiedziałem a tu news który doprowadził mnie w stan eudajmoni czyli pełnego, racjonalnego odczucia przyjemności, totalny odlot i trip!

Kilka razy doznałem tego na Woodstok’u, raz z ukochaną kobietą… ogólnie co wtedy czuję? Maksymalne wzruszenie wywołane niesamowitym i niepojętym szczęściem! Myślę że, oszołomy czuli tak podczas sakramentu eucharystii w obecności JPII! Lub fani MJ gdy ich przytulał…

Wchodzę na TVN24.pl a tam coraz więcej art. dotyczących p. Krzywonos! Ankieta… pytanie… sprawdzam wyniki (na ok. 20 000 głosów):

92% – Podobało mi się to co powiedziała, oraz 1% Zgadzam się lecz nie powinna tego mówić w tym miejscu! Pozostali przeciw…

Ta Polska się zmienia, z dnia na dzień CIEMNOGRÓD UPADA!

Krzywonos RULEZ! (zaraz za Palikotem)!

Zmienia się w naszym zacofanym kraju, ludzie przestają bać się ostrych wypowiedzi i ciętych ripost. Niektórzy mają jeszcze jaja! Bunt katoli spod krzyża rozpoczął rewolucję… dolewajmy więc jak najwięcej oliwy do ognia na którym smażyć się będzie kler – jedyna słuszna religia – Buahaha!

Henryka Krzywonos-Strycharska

Bohaterka solidarności, a teraz bohaterka 30 lat jej obchodów. To właśnie ona odważyła się otrzeźwieć zatwardziałe umysły oszołomów i zrobiła to w znacznie lepszym stylu niż Palikot! Ludzie, ludzie… zapamiętajcie to nazwisko! To ona w ciągu kilku godzin zebrała 4 tys znajomych na FB a teraz ta liczba grubo przekracza 6 tys. To więcej niż na fikcyjnym koncie JP II i MJ!!!

Słucham tak pana prezesa i – powiem szczerze – jestem zwykłą kobietą, więc jakbym miała was obrazić, to z góry przepraszam – krew mnie jaśnista zalewa. Bo przecież obraża tu nas wszystkich.

Solidarność to jest słowo, które zobowiązuje”. – Więc ja was bardzo proszę – zachowujmy się jak ludzie, bo to żeśmy sobie wypracowali.

- A pana, panie prezesie bardzo proszę, żeby pan nie buntował ludzi przeciwko sobie.Nie wiem, co panu się stało. Ja panu bardzo współczuję, ale proszę współczuć innym i dać im normalnie żyć, bo wszystko, co pan robi, to – przepraszam bardzo – mnie to obraża – pan niszczy godność Lecha, to pan ją niszczy, dołuje. Naprawdę tak się dzieje.

- Kiedy stanął tutaj Donald Tusk i powiedział, że pracował wśród was, wy wygwizdaliście człowieka, który dla was i z wami pracował. – Solidarność to słowo, które zobowiązuje. Nasze dzieci oglądają to wszystko. Co myśmy sobie wywalczyli po trzydziestu latach? Gwizdy, nieszanowanie ludzi, którzy tam byli i robili?

I co wy na to! Krzywonos RULEZ!

Ja jestem swoim własnym zbawicielem

W filozofii często pojawia się pojęcie “Ja” doskonałego. Cóż może być ważniejsze niż rozwój samego siebie, dbanie o własne ciało i “duszę” (metaforyczną) i zaspokajanie własnych potrzeb. Według mnie nic! Nawet empatyczny wolontariat przepełniony jest korzyścią sumienia, tak więc nic nie robimy bezinteresownie. Nic! Wiązanie się z kimś jest elementem zaspokajanie samotności… potrzebujemy tego jak tlenu! Oczywiście istnieją odstępstwa a jest nim postawa “nadczłowieka”.

Twórcą doskonalenia własnego “Ja” był mój ulubiony już filozof, Nietzsche. Wzorował się on na Schopenhauerze i jego wizji poszukiwania absolutnego szczęścia. Schopenhauer pisał o “własnej woli” a Nietzsche o “woli mocy” która jest rozwinięciem jego założeń.

Schopenhauer twierdził, że w tej sytuacji jedynym racjonalnym działaniem jest więc zagłębienie się w sobie, przeanalizowanie własnych popędów, zapanowanie nad nimi i w ten sposób “przekroczenie siebie” i pełne przejęcie kontroli nad własną wolą.

Nadczłowiek będzie więc kimś kto dążył do rozwoju własnej kultury, wykształcenia, etyki, moralności, silnej postawy psychicznej (nihilistycznej). Nadczłowiek będzie trzymał się zasady “złotego środka” czyli umiar we wszystkich uczuciach emocjonalnych. TO NIE POCZUCIE SIŁY A CHĘĆ DĄŻENIA DO NIEJ! Czy to jest egoizm? Czy może “narcyzm”? Według mnie to jest po prostu filozofia F. Nietzschego!

Statystyki bloga…

…padają łeb na szyję. To oznaczać może tylko jedno! Mój blog schodzi na psy! Znaczy że, coraz mniej się nim interesuję i coraz rzadziej coś piszę! Trudno! Był okres wyborów w którym miałem szerokie pole popisu, teraz to co się w mediach rozkminia jest godne politowania a przede wszystkim oszołomy spod krzyża.

Oczywiście istnieją odstępstwa… takie jak plan zakładania partii Janusza Palikota. Zaczynam go darzyć coraz większym szacunkiem. Media wykreowały go na czuba (sprawa gumowej zabawki, koszulka “jestem gejem” itp) i ja również tak go sobie wyobrażałem. Teraz widzę sens w tym co robi nawet gdy posługuje się niedorzecznościami… a “+” ma on znacznie więcej. Słuchając czym miałaby się zajmować jego partia jestem za nim pełną gębą! I zaciekle czekam na komentarz Jonasza (naczelny “Faktów i mitów”) oraz partii RACJA PL (która ma bardzo zbliżone do Palikota poglądy – ale brakuje jej jednego – reklamy).

Przyszła dzisiaj do mojej pracy (którą za miesiąc stracę) kobieta pracująca. Taka z krwi i kości poświęcona pracy – podziwiam ja. Pewna siebie, elegancko ubrana, skupiona tylko na pracy (kilku pracodawców oraz własna działalność gospodarcza). Kobiety potrafią wszystko o ile chcą! I to będzie jeden z niewielu moich ataków wobec “stereotypowej poliki”. Nienawidzę osób którym w głowie siedzi szybkie ustawienie się na barkach mężczyzny, spłodzenie mu syna i zadowalanie potrzeb głowy rodziny. Wizja niezależnych kobiet, pewnych siebie podoba mi się zdecydowanie bardziej niż szukanie faceta na siłę… takie sytuacje najczęściej zakończyć się mogą niechcianym ślubem, lub co gorsza – niechcianym dzieckiem.

Z drugiej jednak strony chciałbym olać temat kariery zawodowej i ulotnić w sielankę. Dlaczego nie? Czesi różnią się od nas najbardziej tym, że nie posiadają pogoni za kasą… nie dadzą sobie za złotówkę w dupie pogrzebać tak jak Polacy. Wizja konieczności pójścia na studnia nigdy nas nie opuści… mit że po studiach jest się kimś zakorzeniliśmy w naszej kulturze zbyt głęboko by coś zmieniać. Mamy bardzo wielu studentów których zazdrości nam zachód… ale zachód nie zdaje sobie sprawy z tego, że polski student jest wart tyle co pan Zenek zamiatający chodniki.

Układa(ło) mi się…

Zanim przejdę do meritum sprawy, zwrócę uwagę na drażliwy mnie wyraz coraz częściej pojawiający się w TV. Chodzi o “specustawę”. Według językoznawców jest to błąd polegający na budowaniu formacji niezgodnej z polskimi modelami słowotwórczymi. Podobne wyrażenie to np. “specgrupa” zamiast “grupa specjalna”. Oczywiście to nie ma nic wspólnego z pozostałą częścią wpisu.

Układa mi się, to znaczy wszystko zaczyna mieć swój cel i określony kierunek. To chyba oznaka dorosłości… och… fuj (nie lubię wyrazu “dorosły” zam. “wiecznie młody”). Mam do perfekcji określone poglądy na politykę oraz wiem z kim/czym walczę. Posiadam określone wymagani wobec partnerki której i tak nie chcę/nie muszę mieć. Dobrze się czuję z ludźmi z którymi się spotykam, więc nie potrzebuję poznawać nowych znajomości by poszerzyć sieć kontaktów (ta powiększa się samoczynnie, nie trzeba o to dbać gdy ma się epikurejski charakter). Mam gdzie mieszkać a okolica wydaje się przecudowna pod wieloma względami – czyli “odnalazłem swoje miejsce na ziemi” (nie ukrywam, że wolałbym mieszkać w Czechach, ale to wymagałoby zbyt wielu poświęceń). Nie jestem uzależniony od telewizji, internetu, narkotyków i od papierosów (choć palić lubię)… Staram się zdrowo odżywiać (choć sprzeczne to z alkoholem). Jak tylko stać mnie będzie na dobry rower to będę mógł mówić o weekendowym aktywnym wypoczynku. Interesuję się etykę, religią, polityką (choć niechętnie) oraz tańcem “FireShow”. W wolnych chwilach czytam książki, słucham muzyki i żongluję!

I coś w tej utopi jest kurewsko nie tak jak być powinno! Praca! Jestem stworzony do informatyki i pracy biurowej lecz taki luksus skończy się nie dalej niż w październiku. W moim małym miasteczku nie mam szans (bezrobocie to największa wada życia z daleka od wielkich aglomeracji) na dobre zajęcie z którego mógłbym czerpać korzyści (takie jak np doświadczenie). To wymaga przeprowadzki do Starogardu Gdańskiego lub 3-Miasta. To zaś będzie przyczyną zmian na które nie jestem jeszcze gotowy… po prostu się kurwa boje! Ha… bo ja nie będę przyjeżdżał do swojej rodzinnej miejscowości by chwalić się jaką mam świetną pracę w Tesco – nie! Ja się będę musiał przestawić na inne standardy życia! To będzie jak odbudowa domu, cegła po cegle… Demonizuję! Wiem… już przestaję… więc zaślepki na oczy i chec do przodu!

Jest krzyż, jest impreza!

Tak skomentował cały cyrk jeden z przeciwników krzyża. Ja – o krzyżu pisać nie miałem. Teraz jednak, widzę pozytywne aspekty całej tej hucpy! Ano, krzyż i banda oszołomów to obraz prawdziwej polskości, której “inteligencja” się wstydzi. To zaś… motywuje wielu do działania i tak powstaje pocisk anty-klerykalny z różnych środowisk (aktorów, pisarzy, muzyków, socjologów, psychologów, polityków). I co najważniejsze, temat ten nie gaśnie, jest wprost proporcjonalny to pierwszych reakcji. I… wbrew wszystkim którzy chcą zakończyć ten spód… mam nadzieję że zobaczę tych czubów jak bronią krzyża zimą, przy minus 30 stopniach C. Buahahaha…

Przeczytałem ostatnio “List do chrześcijańskiego narodu” – Sam Harris i jestem zajebiście podniecony walką z jakąkolwiek wiarą teistyczną. Napawam się tekstami anty-kościelnymi a “spór o krzyż” mi to ułatwia.

Zostawcie krzyż w spokoju… bo z czegoż innego mam się śmiać :-)

Wózek wyrzucony z pociągu

Przedstawiam wam kolejną przyczynę braku etyki wśród polskiej społeczności. Konduktor wyrzucił z pociągu wózek kilkunastoletniej dziewczyny bo jak twierdzi “taki osoby w ogóle nie powinny jeździć pociągiem”. To jest dopiero szok nr. 1 – temat dzisiejszego dnia “skąd bierze się ten kretynizm” choć moim zdaniem nie jest to wynik braku inteligencji, ale braku znajomości etyki. Szczególnie dlatego, że sam konduktor nie przejął się dziewczyną, ani też, nie przeszkadzały mu świadkowie wydarzenia… tak jakby wyrzucenie wózka z pociągu było rzeczą zupełnie normalną.

Pragnę być sam!

Post ten jest uzupełnieniem “A na święta chciałbym mizoginię!” z grudnia zeszłego roku. Wtedy odgrażałem się, że ranię kobiety więc nie chce się z nimi wiązać. I tak, moja opinia odwróciła się o 180 stopni. Tym razem mam w dupie wiązanie się z kimkolwiek z myślą o samym sobie. Ale powoli…

Nasza podświadomość jest w stanie uzupełnić każdą lukę w pamięci tym co chcielibyśmy pamiętać. Dokładnie rok temu spodobała mi się pewna dziewczyna… przez calutki rok pisaliśmy do siebie SMS’y, e-maile, wysyłaliśmy sobie zdjęcia w nadziei, że jak się spotykamy to oboje rzucimy się sobie w ramiona. Rzeczywistość okazała się brutalna. Wystarczyło 5 minut by uświadomić że, jej wizerunek wykreowałem sam we własnej podświadomości. Nawet seks był maksymalnie zaprawiony alkoholem, inaczej do niczego by nigdy nie doszło. Każdą lukę uzupełniłem własnym ideałem. Minął tydzień i byłem już pewien, że z tą kobietą nie chce mieć nic wspólnego. Uświadomiłem sobie że, wizja “ideału” jest po prostu głupia a ja wpadłem w wir “zauroczenia” który trwał zdecydowanie za długo.

Jestem heteroseksualny… akurat tego jestem pewien! Moja niechęć polega na odrzuceniu odpowiedzialności, która jest wynikiem bycia z drugą osobą. Możliwe, że jest to forma mojej niedojrzałości ale większym priorytetem zawsze była chęć aktywnego wypoczynku, rozwoju osobistego i zdobycia dobrej pracy. Bez rodziny i dzieci mógłbym to wszystko potęgować więc na cholerą mam to burzyć?

Z jakichś tam badań wynika, że znaczna część tzw. singli jest mniej ściśliwa od osób będących w stałym związku. Z innych, że single ukrywają się pod łatką w obawie przed rodziną… łatwiej powiedzieć o sobie “samotny z wyboru” niż “nie mogący znaleźć żony”. I właśnie tego się obawiam… że, ludzie zaczną na mniej patrzeć z takiej perspektywy, jak nie dziś to za 5, 10 lat. Czy jest na to jakiś złoty środek?

By żyć samotnie, trzeba być zwierzęciem lub Bogiem – powiada Arystoteles, brakuje trzeciego przypadku: trzeba być jednym i drugim na raz – filozofem… – F. Nietzsche

Pewna grupa durnych “oszołomów” wierzy w idealny model rodziny który, tradycyjnie jest punktem odniesienia każdych działań. Takim kretynom nie powiem, że jestem singlem z wyboru. Ogłoszę wszem i wobec, że nie potrafię nikogo znaleźć. Nich napawają się swoją pychą i będą dumni, że w jakiś “tradycjonalny” sposób są “lepsi” ode mnie.

Post o bardzo długim tytule dotyczy Przystanku Woodstock oraz wszystkiego nowego, czego się na nim nauczyłem!

Za co lubię Woodstock… za wiele, ale przede wszystkim za wolność. Tylko tam czuję się jak w państwie w którym chciałbym żyć, wolny od polityki, polskości, paradoksalnej religii i chorych ambicji. Tylko tam ludzie są sobie równi i tylko tam nikt nie pyta się o moje skrajne (dla typowych wolaków) poglądy. Tam jestem wolny… i jakoś ciężko ludziom zrozumieć czym jest wolność lub poczucie braku kontroli. Swoboda od absurdalnych przepisów w których, prawo rozpatrujemy za pomocą mediacji a to i tak, w najbardziej “drażniących” sytuacjach. To jest wolność!

To właśnie tutaj nie ma rasizmu, większość ma pełną świadomość czym jest wegetarianizm, homofobia jest negowana a widok całujących się lesbijek wskazany za to, że cieszy oko :-)

Przystanek Jezus raczej nie przeszkadza, choć cuchnie indoktrynacją. Na szczęście – nie narzucają się na niewiernych ponieważ Ci, sami do nich przychodzą. Pozostaje jeszcze Kriszna z którą próbowałem porozmawiać… i to był błąd. Posługiwali się techniką “na trudne pytania odpowiadamy pytaniem”. Inna forma lecz źródło wiary prawie identyczne. Innymi słowy… krisznowcy to połączenie hinduizmu z religiami teistycznymi i ma więcej wspólnego z Jezusem niż myślałem. Ale… oni przynajmniej dają vege-jedzenie które na początku smakuje całkiem nieźle (pod koniec, w niedzielę, jak psia karma). Kto chcę zagłębnić się w tym temacie niech odwiedzi stronę Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kriszny w Warszawie (w FAQ jest wszystko).

Jerzy Owsiak. Bardzo ważna sugestia – on nie jest moim idolem! Jurek jest zwykłym człowiekiem, który kiedyś dawno temu wpadł na świetny pomysł. Obecnie fundacja Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy jak i Przystanek Woodstock rządzą się same, własnymi prawami. Nie jest on idolem ani autorytetem, ponieważ żeby nim być trzeba coś stwierdzić, czymś kierować, i nie chodzi mi o organizację a ideę której Woodstockowi brakuje. Gdy Owsiaka zabraknie WOŚP oraz PW będą nadal lecz pod inną władzą. Oczywiście istnieje hasło “Miłość, Przyjaźń, Muzyka” ale jest ona martwe. Tylu ludzi wykorzystałbym do znacznie bardziej rewolucyjnych przesłań. To nie jest Jarocin a my nie żyjemy w latach osiemdziesiątych – podsumował znajomy i miał rację.

A czego się nauczyłem na Woodstocku? Pokory… wzmocniłem też odporność i chyba cierpliwość. Nauczyłem się też, że w publicznych toaletach i prysznicach można zarazić się się grzybicą, zawsze należy pamiętać o wygodnych butach a picie starej, odgrzewanej zupy powoduje grypę żołądkową. Złamałem też dwa pierwsze przykazania satanizmu co przyniosło za sobą nieprzyjemne skutki.

# Nie wyrażaj swoich opinii lub rad, jeżeli nie jesteś o to proszony.
# Nie zwierzaj się ze swoich problemów innym, chyba ze jesteś pewien, że chcą o nich słuchać.

Na następnym Woodstocku pojawię się na pewno! Nie jest on religią ale jest elementem tego, co religię potrafi zastąpić.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.