Tatuaż według oszołomów…
by sveritas
Odwołuję się artykułu “Wytatuowane ciało” którego autorem jest pani (o frywolnym nazwisku) Ewa Polak-Pałkiewicz (sic!), całość znajduje się na stronie niedziela.pl << kliknij tutaj
Autorka swoją archaiczną postawą udowadnia jak bardzo… delikatnie ujmując… trudny okazuje się świat współczesny dla oszołomów. Musiałem przebrnąć przez totalne wodolejstwo by w ostatnim akapicie przeczytać:
…na ich ciele jest czymś odrażającym, bo kojarzy się z więzieniem, z kryminalistami, z pogardą dla własnego ciała, nie zaś z kobiecością. Nie zdobi, tylko oszpeca. Kaleczy fizycznie i psychicznie, ale także zabija znaczenia i wprowadza zamęt w myśleniu o sobie samej. Zamęt w poczuciu kobiecej tożsamości. A na to, kim jest kobieta, prawidłowej odpowiedzi udziela tylko Bóg*.
*błagam was miłe, piękne panie… nie szukajcie w Biblii odpowiedzi na to pytanie.
I jak to się dzieję, że niektórzy ateiści nadal głoszą swoje “tolerancyjne idee”? Podejście do takich tekstów w tolerancyjny sposób nie mieści mi się między uszami. Wolę być “wojującym ateistą” niż pozwolić by oszołomy na prawo i lewo głosiły ostre, krytyczne teksty którymi obrzucają normalnych ludzi. Różnica między mną a nimi jest taka, że ich obrażać nie można wedle “wolności wyznania” a nawet kultury osobistej – bo im wszystko wolno, nam – nie!
Dziś dominują dowolne postmodernistyczne czy psychologizujące interpretacje Boga, które niewiele lub zgoła nic nie mają wspólnego z prawdą zawartą w Magisterium Kościoła.
Tfu!… tfu!… tfu!… jak ja mam ich traktować poważnie? Jak mam ich szanować, jak mam się z nich nie śmiać? Należy się jak najszybciej odizolować… to ostatni raz gdy wszedłem na niedziela.pl
I na deser… dokładka tego wodolejstwa:
A bez poznania prawdy o Bogu człowiek nie jest w stanie zrozumieć siebie samego, swojej całkowitej od Boga zależności, swoich obowiązków względem Niego, a także celu swojego życia i sensu wszystkich swoich zmagań.