Autor
Mam na imię Mateusz tak samo jak Matusz Ewangelista. Mateusz – jest to imię pochodzenia hebrajskiego i oznacza – “dany przez Boga”. Inne tłumaczenia oznaczają że jestem “przyjacielem Boga” lub “psem bożym”. Cokolwiek miałoby to oznaczać moje życie jest oddalone od kościoła oraz wiary w jakąkolwiek istotę nadprzyrodzoną. Moje nazwisko próbuję zachować w tajemnicy, dlaczego tak jest opiszę później.
Moje życia ma swoje korzenie w bardzo katolickiej rodzinie. Chodziłem do kościoła, modliłem się rano i wieczorem, byłem przekonany że Bóg jest przy mnie i nigdy mnie nie opuści. Chrzaniłam taki sam bełkot jaki mi zaszczepiono w domu rodzinnych. Chciałem być ministrantem, występowałem w jasełkach, dumnie śpiewałem w kościele… Więc jak to się skończyło? Jeżeli spodziewacie się opowieści o tym jak Bóg nie dał mi tego o co prosiłem – jesteście w błędzie. Przestałem wierzyć w Boga ponieważ moja wiara wymagała czegoś więcej… zrozumienia. Jeszcze przed pierwszą komunią świętą zadawałem pytania dotyczące Boga. Wszystko zaczynało się od głupich pytań dotyczących dogmatów religijnych.
Przed bierzmowaniem miałem za sobą Koran, Biblię Szatana, Satanizm, muzykę propagującą nienawiść wobec Boga, skrajne poglądy itp. Pałałem nienawiścią wobec kościoła i wiernych… byłem typowym ateistą. Z czasem jednak dostrzegłem że sam siebie pogrążam. Sam sobie stwarzam problemy i wtedy właśnie nastąpiła we mnie największa przemiana. Najzupełniej w życiu uszanowałem wolę innych osób, stałem się ateistą który nie szuka nowych dowodów na nieistnienie Boga. Skrajni ateiści którzy głoszą swoje argumenty stali się dla mnie tak samo śmieszni jak skrajni katolicy – pełni nienawiści, zamknięci w niewielkim otoczeniu.
Gdy spotykam na swej drodze innych ateistów zawsze pytam się “dlaczego nie wierzysz w Boga?”. Większość z nich próbuje mi tłumaczyć to co ja wiem… przedstawiają mi na wszystkie możliwe sposoby historię chrześcijaństwa którą prawdopodobnie odkryli gdzieś w internecie. Pytam się ponownie: “dlaczego nie wierzysz w Boga?”. Nigdy się nie spotniałem z odpowiedzią która mnie zadowoli, wciąż wysłuchuję “tak było”, “udowodnij mi że”, “naukowcy to”… Czekam na ateistę który odpowie mi “ponieważ bez Boga potrafię być dobrym człowiekiem, ponieważ sam chcę decydować o swoim życiu”.
Drażnią mnie polskie skrajności wywołane “katolickim patriotyzmem”. Mam dość wpieprzania się kościoła w sprawy polityki oraz tego że Polacy nie decydują swoim własnym sumieniem a tym co przekaże im kościół. Sprawy takie jak aborcja, eutanazja, kara śmierci, in vitro, homoseksualizm nigdy nie będą naszym demokratycznym wyborem ale wyborem kościoła.
Wiara w autorytety powoduje, że błędy autorytetów przyjmowane są za wzorce – Lew Tołstoj.
Wiem że, podawanie swoich danych osobowych w internecie potwierdza wiarygodność tego co się piszę. Niestety na dzień dzisiejszy chciałbym nadal zachować anonimowość. Jestem przekonany że część moich przyjaciół zacznie się ode mnie odwracać lub też będą tłumić w sobie niechęć do tego co robię. Tylko trzy osoby wiedzą o istnieniu mojego bloga. Pierwszej powiedziałem sam ponieważ ma podobne poglądy. Pozostałe dwie dowiedziały się przypadkiem z czego, z jedną z nich już teraz jestem poróżniony. Martwi mnie że nawet w najbliższym otoczeniu nie mogę pozostać sobą. Nie mogę podpisać apostazji ponieważ nie mam dwóch światków którzy się na to zgodzą. Lecz nawet gdybym nie zdążył jej wykonać poinformowałem rodzinę, żeby nie wykonywali mi pogrzebu kościelnego. Mam nadzieję że przynajmniej to dla mnie zrobią…