Feuerbach – krótko i na temat…
Szczytem moejego sceptycyzmu zawsze było stwierdzenie, że najpierw trzeba coś odkryć by móc to zbadać. Tak więc sprzeciwiałem się jakimkolwiek nadprzyrodzonym istotą wrzucając je z automatu do worka “pseudonauki”. Odkryłem dzisiaj postać Ludwiga Feuerbacha – i co? Szczęśliwie się słożyło że, ten filozof już w XIX w. myślał podobnie mówiąc:
Myśl z bytu, a nie byt z myśli
Teraz to nawet Parmenides może się schować ponieważ pojęcia “niebyt” możemy użyć wobec wszystkiego czego nie ma (Parmenides twierdził, że nie ma nic, o czym można powiedzieć, że jest niebytem). Dusza jest niebytem, kosmici są niebytem, ektoplazma to niebyt, Bóg jest niebytem… czyli wszystkie wyrazy sprzeczne z wymogiem Hume są niebytem i nie powinny istnieć.
To nie wszystko… zawsze gdy rozmawiam z oszołomami o religii powtarzam sobie w myślach “…podasz rękę, a zobaczą brzytwę… i nazwą cię ignorantem…” – adekwatnie z tym Feuerbach powiedział:
Celem moim było sprawić, abyście wy moi słuchacze z przyjaciół boga, stali się przyjaciółmi człowieka, z ludzi wierzących – ludźmi myślącymi, z ludzi modlących się – ludźmi działającymi, z kandydatów do tamtego świata – badaczami tego świata, z chrześcijan, którzy wedle swego wyznania są „na pół zwierzętami, na pół aniołami” – ludźmi, pełnymi ludźmi.
Feuerbach
Tak więc ten pan, od dzisiaj trafia w szeregi moich ulubionych filozofów (Nietzsche i również od niedawna, Hume).
PS. Zdanie Feuerbacha w języku niemieckim roumiane jest jako “nie byt” a nie “niebyt”. Tak więc moje rozważania to subiektywna, idąca dalej interpretacja.




