S-Veritas Blog

- prawdziwe oblicze świata poprzez racjonalistyczny światopogląd -

Kategoria: racjonalizm

Feuerbach – krótko i na temat…

Szczytem moejego sceptycyzmu zawsze było stwierdzenie, że najpierw trzeba coś odkryć by móc to zbadać. Tak więc sprzeciwiałem się jakimkolwiek nadprzyrodzonym istotą wrzucając je z automatu do worka “pseudonauki”. Odkryłem dzisiaj postać Ludwiga Feuerbacha – i co? Szczęśliwie się słożyło że, ten filozof już w XIX w. myślał podobnie mówiąc:

Myśl z bytu, a nie byt z myśli

Teraz to nawet Parmenides może się schować ponieważ pojęcia “niebyt” możemy użyć wobec wszystkiego czego nie ma (Parmenides twierdził, że nie ma nic, o czym można powiedzieć, że jest niebytem). Dusza jest niebytem, kosmici są niebytem, ektoplazma to niebyt, Bóg jest niebytem… czyli wszystkie wyrazy sprzeczne z wymogiem Hume są niebytem i nie powinny istnieć.

To nie wszystko… zawsze gdy rozmawiam z oszołomami o religii powtarzam sobie w myślach “…podasz rękę, a zobaczą brzytwę… i nazwą cię ignorantem…” – adekwatnie z tym Feuerbach powiedział:

Celem moim było sprawić, abyście wy moi słuchacze z przyjaciół boga, stali się przyjaciółmi człowieka, z ludzi wierzących – ludźmi myślącymi, z ludzi modlących się – ludźmi działającymi, z kandydatów do tamtego świata – badaczami tego świata, z chrześcijan, którzy wedle swego wyznania są „na pół zwierzętami, na pół aniołami” – ludźmi, pełnymi ludźmi.

Feuerbach

Tak więc ten pan, od dzisiaj trafia w szeregi moich ulubionych filozofów (Nietzsche i również od niedawna, Hume).

PS. Zdanie Feuerbacha w języku niemieckim roumiane jest jako “nie byt” a nie “niebyt”. Tak więc moje rozważania to subiektywna, idąca dalej interpretacja.

Empiryzm

Hume to powoli mój nr. 2 zaraz po Nietzsche. Pojęcie empiryzmu spodobało mi się, tak bardzo, że na zawsze pozostanie w moim słowniku. Co prawda twórcą był niejaki Francis Bacon, którego primo… jeszcze nie znam, secundo… Hume je rozwinął i to on wśród wszelkich filozofów jest największym sceptykiem. Po co zadawać pytanie o istnienie Boga, skoro z jego wymogu, taki wyraz nie istnieje?

Empiryzm – wszystko poznajemy poprzez doświadczenie. Nasze poglądy, opinie tworzone są na podstawie doświadczenie życiowego tylko i wyłącznie. Żadna siła wraz z narodzeniem nie tworzy naszej świadomości. Rodzimy się jak puste karty które dowolnie możemy zapełniać. Odpowiednie otoczenie sprawi, że ten sam człowiek może zostać skrajnym ateistą jak i ortodoksyjnym katolem. Jedyne elementy które pozostają niezmienne to skłonności do pewnych cech charakteru (z współczesnych badań wynika, że np. rozwój pewnej strefy w mózgu jest uwspółrzędniony z myśleniem bardziej logicznym lub bardziej emocjonalnym).

Adekwatnie do empiryzmu i doświadczenia… Boga nie można poprzez takowe poznać! Ktoś może wmówić nam jego istnienie zaszczepiając w ten sposób pasożyta, ale sami od siebie nigdy go nie doświadczymy. A skoro nie doświadczamy, to nie ma żadnej dyskusji na jego temat… Wszelakie próby obalenia tej tezy (np. szukając doświadczenia) zostały zmieszane z błotem. Spróbujecie, katole być mądrzejsi od waszych mówców, którym się to nie udało? Proszę bardzo – czekam na kontr argumenty.

Teraz pozostaje mi już tylko śmiać się z ludzi dla których wiara w Boga jest odbierana dosłownie. Ponieważ trzeźwy i inteligentny człowiek powinien posługiwać się testamentami tak jak ja filozofią a jednocześnie z zachowaniem odpowiedniego dystansu.

Biada wam, chorzy ludzie modlący się do symboli, relikwii i plam pleśniowych na ścianach. Biada wam ludziska, modlący się do czegokolwiek. Won zmoro nieczysta, akysz falo głupoty itd. itp… :-)

Francisa Bacon

2012 w “FiM”

Dzisiaj w “Faktach i mitach” artykuł z pierwszej strony brzmi “2012 Naukowcy o końcu świata”. Temat który doprowadza mnie do totalnego delirium z kilku powodów:
- “koniec świata” zarabia krocie a ludzie – ja pierdole, są tacy którzy naprawdę w to wierzą (i wcale nie trzeba ich długo szukać).
- pseudonauka jest wśród nas – “najpierw przypuszczamy, potem szukamy dowodów”.
- im bliżej do frywolnego 21 grudnia 2012 tym “problem” się nasila – to dla mnie szok kulturowy taki sam jak czekanie na Święta Bożego Narodzenie – a komercyjnie, po prostu “Święta”.
Istnieje wile hipotez “końca świata”, jednak jest to raczej bawienie się w “Boga” tak jak poszukiwanie zielonych ludków w kosmicznym świecie (…trzeba być ignorantem by myśleć że jesteśmy sami we wszechświecie… (to była ironia)). Jeżeli “racjonaliści” i “wolnomyśliciele” są zgodni że końca świata nie będzie – to po jaką cholerę o tym pisać?

Rozumiem, film “2012: Doomsday” był fajny… ha – zajebisty. Ale to był film przy którym “Day After Tomorrow” (“pojutrze”) wydawał się rzeczywisty. Ha… mało tego, przy “2012:D” nawet “the da vinci code” był TRUE!* Dlatego proszę was, racjonaliści – nie dajcie się zwariować… nawet nie próbujcie o tym rozmawiać ponieważ “2012″ to kolejna feralna pożywka mass mediów. I jak znam życie, za dwa lata, najwięcej będzie o tym pierdolił POLSAT! A stary, ciemy lud będzie wszystko chłapił jak od Kaszpirowskiego, tylko się nie nakręcajcie!

* …wiadomo, to wcale nie było TRUE!

Nauczmy się ignorować!

Ignorant w znaczeniu dosłownym jest głupkiem, kretynem, idiotą. Ignorant jest więc wyzwiskiem, jednocześnie często kierowanym wobec racjonalistów. Ignorant to osoba która celowo czegoś nie zauważa bądź nie zwracać na coś uwagi. Osoba taka unika wiedzy i trzyma się własnych przekonań. Czy powinniśmy się obrażać gdy ktoś nazwie nas “ignorantami”. Unikamy istnienia Boga, nie przypisujemy nawet możliwości jego istnienia, tak więc unikamy wiedzy! Głupiej wiedzy, niepotrzebnej. Dla “inteligencji kościelnej” jesteśmy ślepi, głupi że, nie dopuszczamy możliwości istnienia Boga.

Ale czy ignorancja naprawdę jest cechą niegodziwą, niegodną dla człowieka. Cóż – wydaje mi się że “ignorant” w znaczeniu sceptycznej postawy jest pochwałą, dumą racjonalności. Racjonalność, umiłowanie rozumu jest jak filozofia Nietzschego – brutalnie egoistyczna, ponieważ ignorować coś, znaczy nie podejmować się czegoś, unikać, lekceważyć. Ignorować znaczy unikać i skupiać się na tym co naprawdę jest godne naszej uwagi.

Tak, jesteśmy ignorantami ale nie dlatego, że unikamy wiedzy. Jesteśmy ignorantami dlatego że unikamy głupiej, nikomu niepotrzebnej wiedzy. Jesteśmy ignorantami ponieważ lekceważymy sprawy banalne. Zmierzam do tego do czego kilkakrotnie już nawiązywałem… ignorujcie własnych wrogów, w rozmowie i zachowaniu. To oni staną na wyżynie drogę głupoty! My zaś – z całkowitym poczuciem dumy – wygramy. Nie wchodźcie w tępe rozmowy o kosmitach, duchach, wsiowych legendach, demonach, zjawach paranormalnych, aniołach, demonach… niech głupi pozostaną głupimi. Podasz rękę a Ci głupcy zobaczą brzytwę – i nazwą Cię ignorantem!

Uległość oznacza słabość!

Mój przyjaciel wczoraj wprost określił że jestem uległy i podatny na argumenty. Miało to prawdopodobnie na celu ubliżenie mnie… nie… miało to na celu ściągnięcie mnie do parteru. Jestem szarym człowiekiem więc ideologi “idealnego życia” powinny być mi obce. Stałem się więc uległy ateizmowi, że tak łatwo wdarłem się w te szeregi. Uległy jestem, że przekonywujące są dla mnie ulotki wegetarian oraz ich argumenty. Popieram Antife, Empatie, “Nigdy Więcej”, Polski Czarny Krzyż, “WOŚP” i możliwie wszelkie organizacje lewicowe. Mam jasno określone poglądy i przez to słyszę z ust przyjaciela że jestem uległy, uległy miejszością! Moja asertywność okazuje się uległością. Paradoks! Ludzie ulegli wierze, obłudzie, mediom, naiwności, modlitwie i gdy ja z całą szczerością i przekonaniem wiem, że należę do grup skrajnie lewicowych, wolnych, nieuległych… słyszę z olbrzymim przekonaniem że ja uległem ideom które tylko na ulotkach wydają się wartościowe.

Gdybym był uległy… (przypuśćmy)… chodziłbym do kościoła ulegając wierze a jednocześnie byłbym podatny na bełkot wyznaniowy. Katolikom wystarczy wpajać hasła że “Bóg jest miłością, kocha wszystkich i wszystkim wybacza nawet najciężej grzechy” by odnaleźć w tym ich uległość i naiwność. Gdybym był uległy… chodziłbym na wybory. Wybierałbym polityka który nie koniecznie popiera moje ideologie ale w zamian za to pięknie mówi przed kamerą, zna podstawy angielskiego i oficjalnie co niedzielę chodzi do kościoła. Ha… bo przecież skoro chodzi do kościoła to na pewno jest idealnym kandydatem który nas nie oszuka. Gdybym był uległy… bez chwili zastanowienia się uwierzyłbym że Lady Gaga jest hermafrodytą. Skoro się do tego przyznała to na pewno nie jest to kolejny wymyślony przez nią skandal. Gdybym był uległy… chodziłbym w masce i unikał miejsc publicznych w obawie że dawno zażegnana świńska grypa mnie zaatakuje. Gdybym był uległy… pisałbym bloga o astrologii i horoskopach, kosmitach oraz zjawiskach paranormalnych… czytałbym książki opętanych pseudo-psychologów którzy doskonale wiedzą, że tylko wiara jest drogą ku zbawieniu… zacząłbym się już teraz żegnać przed końcem świata 2012 i modliłbym się do Boga by Majowie nie mieli rację… uwierzyłbym w ten chory pogląd ratowania świata przed ociepleniem klimatycznym. I wszystko to “gdybym był uległy”.

Przyjaciel się nie mylił!

Jestem uległy faktom…

Cud w Sokółce!

Pozwolę sobie opisać “Cud w Sokółce” zanim telewizja Polsat zarobi na tym zdarzeniu wielką kasę. Film brukowca “FAKT dla POLSATU” pojawi się w sobotę 6 lutego o godz. 19.30 Soiedzę sobie spokojnie przed telewizorem i nagle jakaś banda jełopów mówi coś na temat cudu w sokółce.

Otóż, w trakcie udzielania komunii świętej, jeden z księży upuścił hostię przeznaczoną dla wiernych (tzw. komunikant), a ta upadła na ziemię. Według procedury liturgicznej, taką hostię trzeba rozpuścić w tzw. vasculum – naczyniu liturgicznym z wodą.

Tak też uczyniono, a po kilku dniach woda zmieniła kolor na czerwony. Co więcej – okazało się, że w naczyniu znalazł się jeszcze kawałek ludzkiego mięśnia sercowego – http://niewiarygodne.pl/

I jako skrajny sceptyk założyłem że, jakiś chory psychicznie fanatyk poplamił hostię fragmentem serca które zdobył w jakiś nielegalny sposób. Najpierw oczywiście zakładałem że plamy krwi pojawiły się nagle… ale nie, te plamy pojawiły się po pewnym czasie gdy odłożono hostię… bez światków, w jakieś ustronne miejsce!

Cudowne znalezisko badane było także przez naukowców na Uniwersytecie Białostockim – http://niewiarygodne.pl/

Według ekspertyz profesor Marii Sobaniec – Łotowskiej z Białostockiego Uniwersytetu Medycznego był to fragment ludzkiego serca. Niestety, te ekspertyzy nie były rzetelne i miały miejsce pół roku temu przez fanatyczkę religijną. Pani profesor więc jest z daleka od nazwania jej naukowcem a tym bardziej naukowcami. Na szczęście w porę Stowarzyszenie Racjonalistów złożyło doniesienie do prokuratury. Gdyby rzekomy “Cud” zastał nagłośniony pół roku temu na pewno znalazłyby się mocniejsze dowody na wyjaśnienie tej pierdoły jaką teraz zajmują się “naukowcy” z pod Bożego płaszcza.

“Watykan zostanie powiadomiony o całym zdarzeniu dopiero wówczas, kiedy będzie moralna pewność, że zdarzył się Cud Eucharystyczny. Stanie się tak wówczas, kiedy komisja badająca sprawę wykluczy udział osób trzecich i uzna, że mamy do czynienia ze zjawiskiem nadprzyrodzonym” – Andrzej Dębski

Niestety Watykan się nie dowie… trzeba było dłużej trzymać ów “Cud” w tajemnicy, chociażby przez kilkanaście lat a na pewno przeszłoby to do Watykanu. W tym czasie fanatycy odpowiednio ubarwiliby tą opowieść (choć już jest nieźle ubarwiona)! To nie wszystko… ksiądz który był naocznym światkiem pozostaje w anonimowości i udziela wywiadów tylko “incognito” dla FAKTU (nie dziwie mu się, kto by chciał oficjalnie zrobić z siebie idiotę).

“To jest już bezczelność…” – opowiada autor tego bloga. “Jakim trzeba być jełopem by wciskać ludzom te brednie” – żali się Sveritas.

Więc jako doszło do tego cudu naukowo? Pani profesor zobaczyła to, co chciała zobaczyć (Badania przeprowadzone przez panią profesor nie mogły dowieść, że na hostii pojawiło się ludzkie serce. Pani profesor zobaczyła na hostii to, co chciała zobaczyć. To osoba bardzo emocjonalnie traktująca religię. Została już ukarana ustnym upomnieniem za nierzetelne i nielegalne badanie – http://www.se.pl/) Paweł Grzesiowski: – Istnieje taka bakteria – Serratia marcescens, zwana również, co też wiele mówi, “pałeczką cudowną”. Cudowną chyba dlatego, że ma ona zdolność wytwarzania czerwonego pigmentu – prodigozyny. A ponieważ rośnie ona na podłożu węglowodanowym, czyli np. na pieczywie, stąd przypisywane jej te wszystkie niesamowite właściwości. Bo hostia to przecież rodzaj pieczywa.

Oczywiście mimo twardych “przypuszczeń” nie da się dokładnie zbadać ów kawałka “mięśnia sercowego”… Ha.. to kurwa trzeba było to dziadostwo od razu dać pod mikroskop a nie czekać pół roku. Człowiek silnej wiary jest w stanie wyobrazić sobie wszystko czego brakuje… Cud w Sokółce to bzdura i żaden Watykański kler nie potwierdzi tej bredni, inaczej skaże się na pośmiewisko.

Ach, i jeszcze coś… moje ulubione komentarze… ten bije wszystkie na łeb…

Jest to ostrzeżenie dla całej ludzkośći ponieważ teraz ludzie są nie wierzacy i PAN BÓG ZSYŁA ZNAKI DLA LUDZI ŻEBY SIĘ NAPRAWILI,ŻEBY SIĘ W KOŃCU ZACZĘLI MODLIĆ I ZAUFALI TYLKO NIEMU-JEŻELI NIE BĘDZIE POPRAWY TO BĘDĄ KARY -A JEŻELI TO NIE POMORZE TO CAŁA CYWILIZACJA ZIEMSKA ZGINIE

Okazuje się (naukowo potwierdzony fakt) że, będę smażył się w piekle… co ja mówię, cała cywilizacja tam zginie. Ja pierdolę… jeżeli to ma być mój ostatni wpis to dziękuje wszystkim czytelnikom Bloga za to że byli ze mną do końca “cywilizacji”.

Fabryka Absurdu cz. 1

A więc zacznijmy dyskusję na temat wiarygodności internetu i o tym jakim źródłem wiedzy jest internet. Z najnowszych badań wynika że 87% info to totalna ściema a zaledwie 13% jest uważane za realne fakty. Jak więc korzystać z internetu by się nie złapać. A złapać się naprawdę można bo chyba nie wiele z was zastanawia się kim jest autor tekstu lub czy każdy może zmienić dane (np. Wikipedia). I wtedy powstają różne dziwne rzeczy a my nie potrafimy odróżnić opinii od informacji.

Pierwszą i podstawową sprawą jest znalezienie tekstu. Mamy to już za sobą i zaczynamy czytanie. Naczytaliśmy się różnych informacji i co dalej?

podpis autora – jeżeli pod tekstem nie widzicie nic lub blacha87 to dajcie sobie z tym spokój, można nawet wyczytać w ten sposób że to nie HIV powoduje AIDS! Sprawdzamy czy pod tekstem jest nazwisko (imię i nazwisko) autora, potem szukamy informacji na jego temat (czy taki ktoś w ogóle istnieje a potem jakie ma kwalifikacje). Portal z którego ja korzystam, zazwyczaj oprócz nazwiska posiada krótką notę biograficzną oraz zdjęcie:

Andrzej K*******
Były dziennikarz B**** (także ******) i współpracownik paryskiej “K*****”. Z ***** współpracuje od września 2004 r. Zastępca redaktora naczelnego R****.
Strona www autora: http://******.pl
Numer GG: 209****

Najważniejszą dla nas informacją jest to czy koleś jest dziennikarzem i jakie ma doświadczenie w temacie o którym pisze. Wtedy wiarygodność tekstu wzrasta dwukrotnie, ponieważ pisanie ściemy dla dziennikarza jest gwoździem do trumny.

język i styl – ważnym aspektem dobrze napisanego artykułu jest jego poprawność stylistyczna. Ja studiów dziennikarskich nie ukończyłem i znam swoje błędy których staram się unikać. Literówki jednak na współczesnych rozsławionych portalach nigdy nie powinny mieć miejsca przede wszystkim dlatego że przed opublikowaniem czegokolwiek każda wypowiedź jest poddawana korekcie polonisty (a przynajmniej powinna być).

źródło – każdy tekst powinien być oparty o źródło wiedzy. Każde zdanie które odwołuje się do faktów musi zostać udowodnione odnośnikiem. Nie wystarczy że ktoś napisze że jest to na podstawie badań xxx itd. Należy podać link do strony z wynikami tych badań.

komentarze – ludzie potrafią się nie zgodzić z autorem i zaczynają używać obelg, jeżeli jednak komentarze się powtarzają negując jeden z faktów jest to dla nas oczywisty znak że ten tekst nie jest pewny co do treści.
przeciwny punkt widzenia – gdy ja zaczynam czytać jakiś tekst to w nowej karcie gógle szuka mi podobnych informacji i porównuję ich wiadomości.

Czy ja przesadzam? TAK, ale spędziłem masę lekcji poświęconych niebezpieczeństwom z internetu i sprawdzanie wiarygodności weszło mi w nawyk. A mój blog… oceniam wszystko subiektywnie (chodź staram się oceniać obiektywnie) a po za tym zazwyczaj przedstawiam opinię na podstawie faktów zaczerpniętych z innych źródeł.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.